Gminy Piwo i Muzyka, dzień 5.

Ranny yoshko to ze mnie nie jest, więc mimo snu na kanapie zebrałem się do wyjazdu po godzinie dziewiątej. Wyjechałem razem z Symfonianem, który zaprowadził mnie  najpierw do Kopca Wyzwolenia, z którego rozpościerał się widok na Piekary Śląskie z Bazyliką mniejszą Najświętszej Marii Panny i Św. Bartłomieja na pierwszym planie. Widok mnie zaskoczył, bo spodziewałem się ujrzeć szare tereny aglomeracji, a tu niespodzianka. Masa zieloności z nielicznymi kominami urozmaicającymi widok.

Czytaj dalej

Gminy Piwo i Muzyka, dzień 4.

– Do kolejnego spotkania Freud! – pożegnałem się nie zsiadając z roweru. Następnie każdy z nas pojechał w swoją stroną. Paweł pod wiatr a ja z wiatrem wykorzystując pustą DK91 dosłownie poleciałem na spotkanie z kolejnymi browarami i na nocleg do Symfoniana. Jakże by było lekko jakbym pozostał na tej drodze do samego końca ale zarówno niezmiernie nudno. Cały wyjazd skierowany na Masters of Rock obejmował nie tylko browary ale także gminy, więc musiałem trzymać się zaplanowanych dróg jak rzep psiego ogona i uważać na wszelakie pokusy ściągające mnie w bok.

Czytaj dalej

Gminy Piwo i Muzyka, dzień 3.

Szybka pobudka i śniadanie, bo trzeba było stawić się w umówionym miejscu z Bitelsem. Razem z Freudem pojechaliśmy wzdłóż Piotrkowskiej, wiec rzuciłem okiem na samo serce Łodzi. Po drodze przypadkiem trafiłem na ławeczkę Tuwima, który raczej nie był zainteresowany jazda rowerem. Koledzy postanowili mnie trochę odprowadzić, więc po chwili już we trzech jechaliśmy na spotkanie z Browarem Łódzkim.

Czytaj dalej

Gminy Piwo i Muzyka, dzień 2.

Kolejny dzień na dojazd do Łodzi, a kilometrów mało nie zostało. Na dzień dobry wziąłem Warkę, co udało się bez przekraczania Pilicy. Pogoda dopisywała i po oddaleniu się na południe szybko wróciłem w dolinę Pilicy, gdzie załapałem się na najmniejsze miasto w Polsce – Wyśmierzyce. Dalej – zgodnie z planem – dotarłem do Ulask Grzmiące (jakoś tak się to odmienia ;), gdzie nowiutkim mostem znalazłem się po drugiej stronie brzegu gdzie – tutaj zostałem zaskoczony – na kilka kilometrów zakopałem się w niezłym piachu praktycznie do Gostomia. Czytaj dalej