Gminy Piwo i Muzyka, dzień 5.

Ranny yoshko to ze mnie nie jest, więc mimo snu na kanapie zebrałem się do wyjazdu po godzinie dziewiątej. Wyjechałem razem z Symfonianem, który zaprowadził mnie  najpierw do Kopca Wyzwolenia, z którego rozpościerał się widok na Piekary Śląskie z Bazyliką mniejszą Najświętszej Marii Panny i Św. Bartłomieja na pierwszym planie. Widok mnie zaskoczył, bo spodziewałem się ujrzeć szare tereny aglomeracji, a tu niespodzianka. Masa zieloności z nielicznymi kominami urozmaicającymi widok.


SAM_3233

 Przy takiej pogodzie to tylko jechać jak najdalej. W głowie miałem straconą poprzedniego dnia gminę Siemianowice Śląskie, więc z pomocą kolegi zahaczyłem jeszcze o Radzionków i pognałem krajówką po kolejna zdobycz aż do kosmicznego Pomnika Czynu Niepodległościowego. Na kolejnym zdjęciu zagadka – o jakie gminy chodzi?! ;)

SAM_3235

W tym miejscu jechałem po nowej drodze rowerowej, która powstała na nasypie starego torowiska. Następnie przeleciałem po bruku niedaleko Stadionu Śląskiego klucząc trochę po gminach postanowiłem, że zajadę do Zabrza, gdzie wpadłem na kompleksowy remont ul. Gen. Władysława Sikorskiego. Dojeżdżając do wiaduktu nad A4 mym oczom ukazała się niezbyt okazała droga rowerowa.

SAM_3242

Wyjechawszy z „wielkiego miasta” udałem się szybko na południe przejeżdżając przez Chudów, a ja jako niepoprawny podróżnik nawet nie zajechał pod zamek. Kilka kilometrów dalej zatrzymałem się na obiad przed szybem kopalnianym skąd non stop wywożono „mudżinów” ;). Dalsza droga w pewnych momentach była nawet przyjemna. Wspominam dobrze aleję kasztanowców, która prowadzi z Dębieńska wzdłóż A4 do DW925. Pod koniec tego odcinka warto pojechać za śladem szlaku rowerowego, bo prowadzi pomiędzy rozpadającymi się zabudowaniami byłego folwarku (Bełk). Kolejne kilometry to użeranie się  kierowcami aż do Rybnika, gdzie rzuciłem okiem na rynek. Następnie w nie lepszym klimacie upolowałem gminę Pszów, w która musiałem się wstrzelić na odcinku 400 metrów. Zrobiłem to dwa razy przy samej granicy ale udało się. :)

Następnie uciekłem z DW935 by z Pstrążnej do Dębicz bezstresowo dojechać aż do przedmieść Raciborza. Tutaj od razu udałem się na ulice Zamkową pod Browar Racibórz, gdzie mogłem pocałować klamkę albo sprzedać butelki.

SAM_3250

Z wizyty/zakupów w browarze nic nie wyszło ale przecież można pojechać do centrum miasta, gdzie coś musi być. No i było. Najechałem na Browar Rynek, który miał tutaj swój lokal, gdzie dokonałem analizy 4 próbek. Niestety straciłem zapiski z tej wizyty ale wiem, że nie było źle. Na zdjęciu poniżej prezentują się kolejno: Pils, Pszeniczne, Miedziane i Kawowe. Wszystko by było fajne, gdyby niezbyt satysfakcjonujące zakończenie. Kiedy doszło do zapłaty rachunku chciałem na pamiątkę przygarnąć podstawkę firmową ale niestety okazało się, że są płatne 2 zł. Jakoś nie mogłem się przemóc by je kupić, więc wolałem dać napiwek by wyjść z niczym.

SAM_3256

Po sąsiedzku udało mi się jeszcze dorwać Raciborskie Twierdzowe z kega. Nie zachwyciło mnie zapewne  dlatego, że liczyłem na Zielone prosto z browaru ale niestety nie udało się. Szybko udałem die do kantoru, bo granica czeska już niedaleko a to było ostatnie duże miasto po drodze.

Pojechałem żwawo do Krzanowic, bowiem wiedziałem jak miło zaopatrzony jest tamtejszy sklep. Niestety przeliczyłem się z czasem i dotarłem godzinę po zamknięciu. Na szczęście otwarty był jeszcze kebab, do którego zawitałem w czerwcu podczas objazdu dookoła Polski. Poprosiłem o wodę i wraz z zachodzącym słońcem spokojnie pojechałem do Czech, gdzie rozbiłem się na górce przy szkółce leśnej. Wieczór umilały mi świetliki śmigające na pobliskiej łące.


Dodaj komentarz