Gminy Piwo i Muzyka, dzień 4.

– Do kolejnego spotkania Freud! – pożegnałem się nie zsiadając z roweru. Następnie każdy z nas pojechał w swoją stroną. Paweł pod wiatr a ja z wiatrem wykorzystując pustą DK91 dosłownie poleciałem na spotkanie z kolejnymi browarami i na nocleg do Symfoniana. Jakże by było lekko jakbym pozostał na tej drodze do samego końca ale zarówno niezmiernie nudno. Cały wyjazd skierowany na Masters of Rock obejmował nie tylko browary ale także gminy, więc musiałem trzymać się zaplanowanych dróg jak rzep psiego ogona i uważać na wszelakie pokusy ściągające mnie w bok.

W Radomsku przedarłszy się przez przeludnione targowisko miejskie zjechałem z głównej drogi udając się do Szczępocic Rządowych. Tutaj po chwili przekroczyłem przejmująca na siebie cały ruch tranzytowy DK1. (dzięki czemu DK91 nadaje się do jazdy rowerem nie tylko z powodu szerokiego pobocza ale także z nikłego ruchu samochodowego). Pod drugiej stronie przywitały mnie sosnowe lasy wraz z województwem śląskim. Chwilę później ominąłem wrak samochodu, który niedawno wylądował w lesie nie dostosowując prędkości do wąskiej i krętej drogi. Niestety to zjawisko mnie trochę rozproszyło i pojechałem o jeden most za daleko. problem w tym, że nie było dalej drugiego mostu.

Szukam i szukam i nie ma. Komary nawet nie gryzą ale żrą mnie, gdy staram się wyczytać z mapy położenie mostu. Po dokładnym spenetrowaniu prawego brzegu jeszcze niedojrzałej Warty oraz przypadkowemu zajechaniu do nieplanowanej gminy pokusiłem się o stwierdzenie – tutaj nie ma mostu.  Rychło powróciłem do mijanej wioski Łęg, gdzie ktoś postawił most i tym samym powróciłem na zaplanowany szlak. Na razie trasą rządziły tylko gminy, więc kolejne kilometry szybko upływały. Czasami zdarzało coś co na chwilę mnie zatrzymywało, np. samotna kolumna za Kruszyną.  następnie powróciłem na DK91 i w Rudnikach zjechałem na Mstów by zaatakować Częstochowę od lewej flanki. ;)

Między Jaskrowem a Mirowem ponownie miałem przekroczyć Wartę ale tym razem prawie się udało bez komplikacji. Tym samym wjechałem do Częstochowy bardzo spokojną drogą. Nie miałem z tym miastem związanych żadnych planów poza gminą więc chciałem z niego jak najszybciej się uwolnić. Mimo porażki nawigacyjnej oraz walką z drogami rowerowymi wyrwałem się na drogę do gminy Konopiska, gdzie nieopodal w Wąsoczu miał znajdować się browar Południe. Niby się znajdował ale nie browar a siedziba firmy i nie Południe a Gab, którego już a rynku nie ma. Wiedziałem, że nawet nie ma co liczyć na Krakauera w pobliskim sklepie pojechał spiesznie dalej przejeżdżając pierwszą setkę w dniu dzisiejszym.

Kolejne kilometry przejechałem we współżyciu z licznymi samochodami jadącymi nad jezioro Porajskie ale w samej miejscowości zostałem zaskoczony drogą rowerową (niestety z kostki i szyszek) aż do samej DW789. Za Żarkami w związku z terenami Jury nastąpił przełom krajobrazu co szczególnie mnie uradowało mimo licznych pagórków. Po drodze moja uwagę przykuły ruiny kościoła Św. Stanisława ale wataha turystów wraz z para młodą szybko odwiodła mnie od pomysłu postoju, który zrobiłem sobie nieopodal na miejscu startowym paralotniarzy.

Kilka kilometrów dalej ze wzruszeniem zauważyłem znak na zamek w Mirowie jednak umówiony na spotkanie nie mogłem pozwolić sobie na nieprzewidziane postoje. Dalej to było tylko ziuuu w dół w dolinę a następnie szybka wspinaczka do Zawiercia, gdzie zygzakiem dotarłem do „zamku” będącego Karczmą u Stacha a zarazem siedzibą Browaru na Jurze. Zajeżdżając popuściłem wodzę fantazji licząc na lana Pintę ale do obiadu musiałem uraczyć się jedynie jasnym i ciemnym. Zauważyłem, że nawet sporo rowerzystów tutaj zajeżdżą na odrobinę przyjemności.

Po wizycie w Zawierciu pozostało już tylko wielkomiejskie gminobranie, wiec bardzo przyjemna droga wzdłuż€z torów dotarłem do Łaz a następnie jeszcze przyjemniejszą przedarłem się do DW796. Do Dąbrowy Górniczej wjechałem jeszcze za dnia i zmuszony byłem do załączenia GPSu, by sprawniej poprzyjeżdżać w zaplanowane obszary i nie zgubić gmin. Zmrok szybko pochłonął miasta i nie spodziewałem się, że po drodze będę wjeżdżał w tereny bardzo mroczne i zimne jak chociażby Będzin czy Czeladź. Mimo niezbyt późnej pory prawie w ogóle nie spotykałem ludzi a postoje robiłem bardzo krótkie bo myślałem, ze za węgla zaraz coś mnie zaskoczy. ;)

Do Symfoniana zajechałem o wiele za późno ale i tak otrzymałem smakowitą kolację, która zakończyłem upolowanym w Łodzi Porterem. :)

Dodaj komentarz